Hormony i wódka szybko uderzały do mojej głowy. Szybko, aż za szybko. Dłonie mojego partnera powoli zsuwały się na mój tyłek, zapach jego perfum odcinał mnie od rzeczywistości, a ja zatracałam się w bliskości, jaką mi podarował. Między nami nie ma powietrza, jest erotyzm chwili, którą chcemy wykorzystać. Nie zwracając uwagi na miny recepcjonistki w hotelu, ruszyliśmy w stronę windy. Nim weszliśmy do sypialni moja koszula została pozbawiona guzików, które zostały na korytarzu. Brunet składa kolejne pocałunki na mych ustach, a ja poddaję się jego woli. Wsuwam dłoń pod jego biały tshirt i delikatnie drapię po torsie. Po jego ciele przeszedł dreszcz, gdy przygryzłam jego dolną wargę. Minuta i lądujemy nadzy na łóżku. Jego usta zeszły niżej, zostawiając mokre ślady na mojej szyi, dłonie mocno zaciskają się na moich udach. Bawi się, bawi się mną i moim ciałem.
- Masz słodkie ciało – szepcze mi do ucha, delikatnie gryząc mnie w ucho. Apogeum mojej cierpliwości.
- Możemy się już pieprzyć? – mruczę między kolejnymi jękami.
Pocałunki bruneta zostają przerwane, a jego oczy wbijają się w moją twarz.
Kąciki jego ust unoszą się do góry, ukazując białe zęby. Chwilę potem wchodzi
we mnie, a jego usta znów przyjemnie maltretują moje wargi. Gdzieś między
zachłannymi pocałunkami z moich ust wychodzą coraz głośniejsze jęki, które
brunet komentuje uśmiechem. Uśmiechem, który potrafi wnieść na wyżyny rozkoszy.
Wbijam paznokcie w jego ramiona, a on wykonuje gwałtowniejsze ruchy, które
wprowadzają mnie w wyższy poziom wtajemniczenia. Dochodzimy, ale nie kończymy
tej nocy. Ta noc, proszę Pana jest nasza.
Ból głowy, przy tym co czuję jest niczym. Podnoszę powieki, by po cichu zwyzywać swoją głupotę. Kac odrąbuje siekierą moją głowę, albo uderza w nią
młotkiem. Już mam ochotę podnieść się z łóżka, gdy do mego bolącego organizmu
dociera fakt, że nie jestem sama. Całą swoją uwagę skupiam na właścicielu ręki,
która spoczywała na mojej talii. Przekręcam się na łóżku i dostrzegłam rosłego
mężczyznę, który mimo swojego wzrostu – jego stopy wystawały poza materac –
wyglądał jak bezbronny baranek, z którym się przespałam. Nie tylko przespałam,
że przeżyłam najlepszy w życiu seks. Proporcjonalność działa.
If you know, what I mean.
Jak najciszej się da – a to takie proste nie jest, podnoszę się z łóżka i poprawiam
kołdrę na towarzyszu. Nucąc pod nosem „Boom, Boom, Boom, I want you in my room”
z repertuaru Venga Boys, ubieram się. Nigdy, ale to nigdy tak szybko nie byłam
gotowa do wyjścia.
Już miałam kierować się na korytarz, gdy sumienie się obudziło. Z torebki,
która leżała na podłodze wyjęłam długopis i portfel. Na mojej połowie łóżka – chwilowe małżeństwo – położyłam moje zdjęcie wyjęte z portfela, a po drugiej
stronie nabazgrałam fragment piosenki Seweryna Krajewskiego „Uciekaj, serce
moje” i podpisałam się pierwszą literą imienia - I.
Uciekam skoro świt, bo potem będzie wstyd.
Złożyłam delikatny pocałunek na jego policzku i wyszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz